Edward Burzyński

Edward Burzyński

Edward Burzyński urodził się 1 stycznia 1924 r. w niewielkiej wsi Płoteczno, powiat kostopolski, województwo wołyńskie. Był synem małorolnego chłopa Antoniego Burzyńskiego i jego żony Celestyny Burzyńskiej zd. Ostrowskiej. Do wybuchu II Wojny Światowej zdążył ukończyć siedem klas szkoły podstawowej. Od 1938 r. musiał mierzyć się ze schorzeniem kręgosłupa. Koszty leczenia zmusiły ojca Edwarda do sprzedaży domowego inwentarza.

Pierwszy w historii zbiór poezji Edwarda Burzyńskiego, „Czarny Zeszyt”, dostępny do pobrania za darmo – kliknij tutaj

Wojna i obóz w Datteln

Kiedy jesienią 1939 r. Związek Radziecki przyłączył do siebie Zachodnią Ukrainę, Burzyński postanowił znaleźć zatrudnienie, aby pomóc w utrzymaniu rodziny. Udało mu się rozpocząć pracę w urzędzie pocztowym w Janowej Dolinie, gdzie pracował do 1941 r. w funkcji listonosza.

Młody Edward Burzyński w szpitalu polowym

Wkroczenie sił III Rzeszy na tereny Wołynia zmusiło Burzyńskiego do powrotu w rodzinne strony. Stamtąd w 1942 r. został przez Niemców wywieziony do kopalni węgla w Datteln w Westfalii, na zachodzie kraju. W ciągu kilku tygodni od przyjazdu do lagru, był regularnie bity i poniżany przez służby obozowe. Doprowadziło to wreszcie do sytuacji, w której Edward Burzyński odpowiedział agresją. Uderzył jednego ze swoich oprawców, za co został pobity do nieprzytomności. Poszkodowanym mężczyzną zajęli się towarzysze niedoli i zanieśli go w bezpieczne miejsce, by ten mógł odpocząć.

Tej samej nocy Burzyński postanowił uciec z obozu. Niestety, po przejściu 250 kilometrów został złapany i przewieziony do posterunku gestapo w Münster. Spędził tam miesiąc będąc przesłuchiwanym i bitym. Następnie wysłano go do innego obozu pracy, w Recklinghausen. Stamtąd, po pół roku, oddelegowano go z powrotem do Datteln. W 1943 r. doszło do groźnego wypadku – podczas wydobywania węgla nagle na Burzyńskiego osunęła się hałda gruzu i uszkodziła mu obie nogi. Po kilkutygodniowym leczeniu został uznany za zdolnego do pracy, lecz tym razem przydzielono mu funkcję ogrodnika w ogrodzie komendanta obozu. Stamtąd podjął się kolejnej, tym razem udanej, próby ucieczki.

Edward Burzyński z żoną, dalej jego rodzice i rodzeństwo

Powrót do domu i służba wojskowa

Powrócił na Wołyń. Dowiedział się, że jego rodzinne gospodarstwo zostało zniszczone podczas ataku jednej z band Ukraińskiej Powstańczej Armii, których ataki nasiliły się w połowie 1943 r. Odkrył tam również, że jego rodzina została – tak jak i on wcześniej – wywieziona do Niemiec. Postanowił więc ukryć się do czasu tzw. wyzwolenia tych ziem przez siły Armii Czerwonej i Wojska Polskiego.

W styczniu 1944 r. odnowiła mu się choroba kręgosłupa, która wpływać miała na jego życie przez wiele kolejnych lat. Przez te problemy Edward Burzyński został uznany za niezdolnego do sprawowania czynnej służby wojskowej. Podjął się więc pracy w młynie w Kostopolu, gdzie pełnił funkcję magazyniera.

W czerwcu tego samego roku, ukrywając swój stan zdrowia przed komisją wojskową, wstąpił do Wojska Polskiego. Oddelegowano go do 3. Szkolnego Pułku Czołgów. Następnie ukończył szkołę podoficerską w stopniu plutonowego i rozkazem dowódcy pułku mianowany został zastępcą dowódcy do spraw polityczno-wychowawczych. Stanowisko to obejmował do czasu zakończenia wojny. Wtedy to przeprowadzić się musiał na Ziemię Chełmińską.

Edward Burzyński w mundurze żołnierskim

Edward Burzyński skazany na śmierć

Po wojnie Burzyński został skazany, razem z kilkunastoma oficerami, na karę śmierci w związku z oskarżeniem o udział w morderstwach Żydów w trakcie pogromu kieleckiego Ludzie ci stali się kozłami ofiarnymi dla władz formującej się Polski Ludowej, które winą za to wydarzenie obarczały organizacje „Wolność i Niezawisłość” oraz „Narodowe Siły Zbrojne”. Potrzebowały one zatem oskarżonych do pokazowych procesów, użytych w funkcji narzędzia do walki politycznej z opozycją. Do końca życia mówił potem swoim dzieciom, że uczone są złej, zmanipulowanej wersji historii.

Edward Burzyński w celi śmierci spędził kilka miesięcy. Był przesłuchiwany i torturowany najprawdopodobniej przez niejakiego majora Letiagina, który chciał dowiedzieć się o roli Burzyńskiego w pogromie. W tym czasie Burzyński nawiązał relacje ze współtowarzyszami z sąsiednich cel, niektórym z nich dedykował swoje wiersze. Część z nich została rozstrzelana, części udało się zachować życie, choć trauma po tych wydarzeniach ciążyła nad nimi do śmierci. Jednego popchnęła do samobójstwa, drugiego pozbawiła poczytalności.

Wreszcie, pod koniec roku, udało mu się opuścić więzienie, kiedy to jego wyrok śmierci został cofnięty. Niestety, traumatyczna sytuacja mocno odbiła się na zdrowiu psychicznym mężczyzny, co sprawiło, że zaczęły się jego problemy z alkoholem.

Twóczość

Czas wojny stanowi najlepiej udokumentowany etap twórczości artystycznej Burzyńskiego. Najwcześniejszy znany wiersz tego autora datowany jest na 1942 r., kiedy to liczył sobie zaledwie 18 lat i pracował w kopalni w Datteln. Dla tak młodego człowieka trudny okres wojny stał się stałym motywem w jego pracach – dotykał w końcu całości życia codziennego, tak różnego od czasów, w których żyją ludzie obecnie. Tak więc pisał i tworzył m.in. w obozie pracy, podczas pobytu w areszcie gestapo, czy żyjąc już w okolicach Chełmu, jako żołnierz Wojska Polskiego. Godnym uznania jest, że mimo tak burzliwych przeżyć i mierząc się z ciągłym poczuciem zagrożenia życia, był on w stanie tworzyć nowe wiersze i rozwijać się jako artysta. Pokazywał w ten sposób swoją wrażliwość na otaczający go świat.

Edward Burzyński z żoną

Praca we Wrocławiu

Wreszcie, w 1947 r., Burzyński wyjechał do Wrocławia, gdzie zatrudnił się w zakładach metalurgicznych, w których pracował do 1950 r. Udało mu się również odnaleźć rodzinę. Ta od pewnego już czasu mieszkała w Oleśnicy, dokąd sprowadził się w końcu sam Burzyński. W tym samym roku ożenił się z Marianną Spychaj, z którą doczekał się w sumie piątki dzieci. Ślub wzięli w Sokołowicach, w gminie Oleśnica.

W 1948 r. dołączył do Polskiej Partii Robotniczej, a rok później postanowił wrócić do edukacji, rozpoczynając korespondencyjnie liceum ogólnokształcące, które ukończył z wyróżnieniem. Gdy już mu się to udało, dostał się do Wyższej Szkoły Rolniczej, w której również uczył się niestacjonarnie.

Przyjazd do Oleśnicy

W tymże roku Edward Burzyński przebywał również we wrocławskim Szpitalu O.O. Bonifratrów, gdzie mieli zająć się jego problemami z kręgosłupem i skąd też wysłano go do sanatorium w Lądku-Zdroju. Tam też Burzyński miał sporo czasu na pisanie nowych wierszy.

Kończąc pracę w zakładach metalurgicznych w 1950 r., postanowił przeprowadzić się na stałe do rodziny w Oleśnicy i tam znaleźć pracę. Stał się współzałożycielem gminnej spółdzielni, mającej na celu pomoc osobom niepełnosprawnym i chorym w kontaktach ze służbą zdrowia. Pisano tam listy i wnioski oraz służono przy uzupełnianiu dokumentów. Burzyński pełnił w niej różne funkcje, w tym funkcję prezesa. Razem z drugim założycielem nazwali tę spółdzielnię „Zgoda”, którą później przemianowano na „SINOL”. Z czasem zaczęto tam produkować zabawki.

Niestety, przez lata funkcjonowania sytuacja w spółdzielni mocno się pogorszyła, co spowodowane było oszustwami współpracowników Burzyńskiego. Niemniej jednak winnym za całą tę sytuacji został niesłusznie uznany on sam. Doprowadziło to do zwolnienia mężczyzny, który postanowił walczyć o swoje dobre imię, pisząc jakiś czas później list do KC PZPR z prośbą o rozpatrzenie tej sprawy i przywrócenie go do pracy, co też mu się udało.

W późniejszych latach Burzyński dalej pracował w spółdzielni, zajmując się przy tym pisaniem wierszy i czytaniem książek. Często pochłaniało go to bez reszty. Warta uwagi jest również historia, kiedy to w 1960 r. dom Burzyńskiego gościł ważnego oficjela państwowego. Okazał się nim współtowarzysz z celi śmierci, niosący informacje o pełnym oczyszczeniu z zarzutów. Sam poeta również nie zapomniał o swoich przyjaciołach z więzienia i często odwiedzał ich w czasie swoich podróży.

Edward Burzyński jako św. Mikołaj dla pracowników SINOL-u

Dalsze losy i śmierć

Lata siedemdziesiąte nie wyróżniły się już niczym ponad zwykłe i spokojne życie człowieka w małym mieście. Nijak miały się, całe szczęście, do burzliwych losów młodego człowieka, rzucanego z miejsca na miejsce przez wojenną zawieruchę, jakże pełną strachu, bólu i cierpienia.

W 1980 r. jego stan zdrowia znacząco się pogorszył. Prócz dolegliwości kręgosłupa zaczął się też mierzyć z innymi problemami zdrowotnymi. Dostał ataku serca, lecz mimo tego postanowił nie przyjmować przepisywanych mu leków. Z czasem nastąpił drugi zawał i Burzyński został na dłużej umieszczony w szpitalu. Pod koniec marca jednak wyszedł na przepustkę i udał się do swojego domu. Tam też doszło do trzeciego zawału i w nocy 1 kwietnia 1980 r., około godziny 1:30, zmarł. Według słów jego żony, zdawał się być w pełni świadom, że umiera.

Pogrzeb Edwarda Burzyńskiego, kwiecień 1980 r.

Edward Burzyński patronem Z poezją na mury

O Edwardzie Burzyńskim dowiedziałem się całkiem niedawno, bo na początku tego roku. Przeczytałem kilka jego wierszy, jeszcze w postaci zwykłych zdjęć zrobionych stronom w przyszłym Czarnym zeszycie. Już po pierwszej lekturze zostało we mnie coś, co sprawiło, że poczułem pewną wyjątkowość sytuacji, w której się znalazłem. Oto wiersz na pożółkłej kartce z wyblakłym już tuszem, kiedyś zapewne czarnym, lecz dziś raczej zielonkawym. Już samo to pobudziło moją wyobraźnię, kontakt z historią. Kiedy zagłębiłem się w życiorys i dzieje tego człowieka, zdałem sobie sprawę jak bardzo chcę, aby ludzie o nim usłyszeli.

Stąd też pomysł, aby projektowi, który koordynuję już drugi rok – Z poezją na mury – nadać imię właśnie Edwarda Burzyńskiego. Jestem przekonany, że lepszego patrona niż on nie moglibyśmy wybrać. Bo przecież Edward Burzyński był poniekąd taki sam jak każdy z nas – miał swoje marzenia, swoje inspiracje i przede wszystkim swoją wrażliwość i chciał dawać jej w jakiś sposób upust, reagując na otaczający go świat. Miał też problemy, z którymi musiał się mierzyć i robił to. Walczył o swoje szczęście, zapewne nie raz był na skraju wyczerpania, ale też nie raz się do swoich problemów uśmiechał. Czuję to, gdy czytam jego wiersze.

Edward Burzyński – refleksja

Edward Burzyński był przede wszystkim człowiekiem wyrazistym. Po tych wszystkich godzinach spędzonych na pracy przy przepisywaniu jego tekstów i na analizie jego życiorysu, jestem w stanie stwierdzić to z całą pewnością. Zwykły Oleśniczanin, który pokazał mi, że tak naprawdę życie każdego z nas jest w jakiś sposób wyjątkowe, cenne i że należy dbać o tych, których się kocha.

Poniekąd czuję jakbyśmy znali się od dawna, choć gdy ja się urodziłem, minęło już niemal 19 lat od jego śmierci. A jednak już teraz wiem, że stał się on elementem mojego własnego życia. Wbrew temu, co pisał w jednej ze swoich fraszek – mianowicie, że nikt o nim nie wspomni – to wspomnę ja. Człowiek zupełnie mu obcy, lecz pełen podziwu dla zwykłego, codziennego artysty. Wspomni też o nim i przecież wspomina cały czas jego rodzina, bez której udziału nie udałoby się nam stworzyć tej najlepszej z możliwych pamiątek jego osoby.

Ale przede wszystkim chciałbym, żeby wspomnieli o nim ludzie poznający jego historię dopiero teraz, kiedy ten zbiór został wydany. Żeby przeczytali te wiersze, przystanęli na chwilę i zastanowili się jak bardzo podobni jesteśmy do Edwarda Burzyńskiego oraz tych wszystkich ludzi, którzy mieli mniej szczęścia od niego i nie przekazali nikomu swoich niepowtarzalnych i godnych uwagi historii życia.

Dbajmy, proszę, aby pamięć o naszych bliskich, a kiedyś i o nas samych, nie została zapomniana.

Już wkrótce ukaże się pierwszy w historii zbiór poezji Edwarda Burzyńskiego – Czarny Zeszyt, czyli codzienność.

Koordynator projektu Z poezją na mury
Damian Wójcik
Olszówka, 5 VIII 2020

Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe. © 2020 Stowarzyszenie Evviva l’arte